„Dzielny Despero” („The Tale of Despereaux”), reż. S. Fell, R.Stevenhagen, 2008

Nie było tak źle, jak by się można po zwiastunie spodziewać:) Najbardziej mroczne i groteskowe sceny z ponurej książki Kate di Camillo zostały co prawda wycięte i zastąpione wielokrotnie powtarzanymi i  dość nużącymi deklaracjami tytułowego bohatera na temat godności, honoru, odwagi i kodeksu rycerskiego, lecz sedno historii i jej przesłanie zostało naruszone w bardzo niewielkim stopniu.

I dobrze, bo to właśnie opowieść jest najmocniejszą stroną tego filmu. Nie projekt plastyczny (udany jeśli chodzi o portret szczura Roscuro, postać Miggery Sow czy „warzywnego” kucharza  lecz zdecydowanie przesłodzony w tworzeniu obrazu  uroczych mysich pyszczków) a właśnie historia jest powodem, dla którego warto spędzić z dzieckiem te 1,5 godziny w kinie.

I bynajmniej nie Despero, rycerska mysz z gigantycznymi uszami jest najważniejszym bohaterem tej filmowej opowieści. Pamiętacie Ryczypiska z „Opowieści z Narnii”? No więc Despero jest momentami nawet bardziej wkurzający od tamtego walecznego gryzonia, w jeszcze większym stopniu jednowymiarowy i nudny z tym swoim „jestem dżentelmenem i mam misję”.

Postacią najważniejszą i w powieści di Camillo, i w filmie S. Fella/R.Stevenhagena, jest Roscuro, szczur inny niż wszystkie (swoją drogą deprecjacja tych stworzeń jako istot tchórzliwych, odrażających i godnych pogardy nie podobała mi się ani w książce, ani w filmie). Bohater, którego marzenia i chęć przekroczenia granic własnego gatunku, zostały w wyniku pechowego zbiegu okoliczności zdławione i odrzucone. Serce, złamane i potłuczone zrasta się powoli i krzywo, zaś decyzja o wybaczeniu i odkupieniu okazuje się najtrudniejsza w życiu. 

Historia szczura i jego splątane doświadczenie skrzywdzenia, tęsknoty i zemsty może być dla przeciętnego kilkulatka niedostępne ( a jeśli nawet i dostępne, to nie-przemyślane, nie-nazwane) – w tej sytuacji doskonałym rozwiązaniem jest obecność narratora, którego głos w kluczowych momentach filmu wyjaśnia młodemu odbiorcy psychologiczne zawiłości i motywacje postępowania poszczególnych bohaterów. Dla dorosłych może to trochę łopatologiczne lecz dzieciom, myślę, wiele rozjaśnia i uczy empatii.

Na koniec słów kilka o symbolice „Dzielnego Despero”. Sam fakt, że film daje podstawy ku temu, by o tym mówić, cieszy. Bo chyba niewiele jest historii gorszych niż te płaskie, jednowymiarowe? Symbolem najistotniejszym jest tu zapewne zupa. Nie jej smak jest tutaj najistotniejszy :) Zupa, danie najprostsze i nieskończenie wyrafinowane jednocześnie to symbol nadziei, radości życia, potrzeby tworzenia. A także przebudzenia, odnowy, wolności i co tam jeszcze w garze aromatycznej polewki dostrzeżecie…Miłego wąchania :)

 

Reklamy