You are currently browsing the monthly archive for Czerwiec 2009.

ziemiomorze

 

 

 

 

 

 

Ziemiomorze (Earthsea), reż. R. Liebermann, 2004 

 

Absurdalna i groteskowa profanacja cyklu Ursuli K. Le Guin, porównywalna jedynie z gwałtem, jaki uczyniono w Polsce na opowieści o Wiedźminie Sapkowskiego. Chaotyczny i bezsensowny bełkot, przykra dla oka kakofonia wątków, zdarzeń i postaci, sprawiająca wrażenie, jakby jej autor nawet nie wziął do ręki którejkolwiek z pozycji cyklu.

To jest tak złe i budzi takie zażenowanie, że tym razem stępię ostrze szyderstwa i zapuszczę zasłonę milczenia nad tym miniserialem. Ten wpis zamieszczam jedynie po to, by potecjalnych zainteresowanych odwieść od zamiaru nabycia rzeczonej pozycji i zmarnotrawienia na nią swojego czasu. Nie na darmo na IMDB padają takie określenia jak: „kompletna strata czasu i pieniędzy”, „najgorsza adaptacja, jaką widziałem”, „jak oni zdobyli fundusze na tę bzdetę”, „niewiarygodne w jaki sposób ten scenariusz mógł dostać zielone światło”. I tak dalej, i tak dalej.

Zdecydowanie, cykl o Ziemiomorzu czeka na swojego Petera Jacksona.

A. I jeszcze jedno: Ged, mroczny, niejednoznaczny Ged zdecydowanie nie powinien wyglądać jak hobbit:

ged

 

 

Reklamy

Chciałabym poinformować tych, którzy tu czasem zaglądają, że Blogowa Spółdzielnia Produkcyjna „Hanyszka” sp. z o.o. otworzyła jakiś czas temu nowy oddział po adresem: www.lampaifotel.blogspot.com. Link widoczny również obok, jako odnośnik w kategorii Alter ego. Chętnych zapraszam :-)

Moje dziecko nie lubi trzech kreskówek: „Dobranocnego ogrodu”, „Chowdera” oraz „Toma i Jerry’ego”. Dwie pierwsze antypatie zdaje mi się, że pojmuję – „Ogród” zbyt naiwny jak dla prawie pięciolatka, „Chowder” z kolei za bardzo pojechany i groteskowy. Z „Tomem i Jerrym” miałam przez pewien czas kłopot, próbując dociec źródeł Jackowej niechęci.

Dziś rano zdało mi się przez moment, że złapałam pewien trop. Otóż współczesne produkcje dla dzieci zdecydowanie zmierzają w kierunku propagowania społecznych więzi, ducha współpracy i wzajemnej pomocy. Bracia Koala „są tutaj, żeby pomagać”, bohaterowie „Kręciołkowa” szukają bohatera, „którego praca liczy się”, Rakieta Małych Einsteinów „ma misję”, zaś maszyny Boba Budowniczego radośnie zapewniają, że „dadzą radę”.

Na tym tle nieustająca, bezpardonowa walka kota i myszy, wojna bezrefleksyjna, dość brutalna, całkowicie bezmyślna i do tego jeszcze nużąca przez swą monotonną powtarzalność ma prawo młodego odbiorcę zniechęcać i męczyć. Bo ileż razy można patrzeć, jak jeden drugim ciska o ścianę, podstawia nogę, wali ciężkimi przedmiotami po łbie?

I zero porozumienia, zero consensusu ;-) Poszedłby jeden z drugim na szkolenie ze sztuki negocjacji oraz z  rozwiązywania konfliktów. Od razu nasze społeczeństwo obywatelskie by na tym zyskało ;-)

tom_and_jerry-1