You are currently browsing the monthly archive for Sierpień 2009.

Piękny zwiastun:

KLIK KLIK

i piękny plakat:

wild things

Czy komuś jeszcze kojarzy się z „Mostem do Terabithii„?

(data polskiej premiery 27.11.2009)

Reklamy
wunschpunsch
 
„To jest historia pewnej wiedźmy i maga,
Tysiąca czarów które wywar wspomaga,
Zaklęcia moc zaraz zamieni miasto,
W Chaos i Zamęt, i już cały świat to:
Wunschpunsch!
Czarna magia, dziwna magia w tym wywarze!
(Wunschpunsch!)
Czarną magię, dziwną magię wam pokażę!
(Wunschpunsch!)”
 
Tak brzmi tekst czołówki serialu.  Dodam jeszcze, że jest to również  historia kota i kruka, wysłanników ( lub szpiegów po prostu) Wysokiej Rady Zwierząt, których zadaniem jest udaremnić  każdorazowo złowrogie zamiary tandemu czarodziejów – nieudaczników. Serial „Wunschpunch” to dość swobodne nawiązanie do książki bardzo popularnego w Niemczech współczesnego pisarza Michaela Ende, autora m. in. „Niekończącej się opowieści” czy „Momo„. Nie jest to adaptacja sensu stricto, nazwałabym ją raczej „sequelem” powieści. Akcję książki, w formie retrospekcji, odzwierciedla jedynie ostatni odcinek pierwszej serii, pt. „Noc życzeń”.
Wiedźma Tyrania i jej siostrzeniec Zarazek ( w oryginale noszący imię Belzebuba Świrusa) to para czarodziejów, nieustannie prześladowana przez Złowrogusa Robala, wysłannika piekielnych otchłani, stale domagającego się nowych, złowieszczych zaklęć, mających sprowadzić na miasto wieczną katastrofę. Tyrania i Zarazek, dzięki posiadanemu na spółkę czarodziejskiemu rękopisowi, sa w stanie przygotować eliksir życzeń (tytułowy wunschpunsch). Wyczarowane w ten sposób okropieństwa mają szansę utrwalić się i na zawsze pogrążyć miasto w chaosie – wymagane jest jednak, by czar trwał nie krócej niż 7 godzin. Jeśli ktoś odwróci zaklęcie przed upływem tego czasu, caly zamierzony efekt  diabli, nomen omen, biorą. Nie trzeba chyba dodawać, że za każdym razem, przy wsparciu mówiącej zagadkami żółwicy Noe, zaklęcie zostaje powstrzymane w ostatniej chwili dzięki wallenrodowskiej postawie Jakuba i Maurycego ;-)
Serial „Wunschpunsch” nie dorównuje oczywiście literackiemu pierwowzorowi, zaś animacja jest moim zdaniem dość toporna.  Niemniej, to przyzwoicie zrobiona, intrygująca fabularnie i dość oryginalna propozycja dla starszych przedszkolaków (choć jednostki nerwowe i bojażliwe powinny chwilowo odłożyć oglądanie na późniejsze czasy) i wyżej. Dynamiczny opening i energetyczna piosenka  powinna przysporzyc serialowi fanów także wśród widzów dorosłych.

 

life_with_louie

Są takie kreskówki, po których człowiek niewiele się spodziewa. Tak było z Ludwiczkiem. Pomyślałam sobie – kolejny rozpaskudzony bachor  w rodzaju Johnny’ego Testa. Niniejszym przepraszam za swoją ignorancję, bo Świat według Ludwiczka (Life with Louie) jest chyba jedną z najbardziej wartościowych propozycji, jakie w tej chwili oferuje dzieciom  TV.  Ta opowieść o otyłym, raczej ponurym i zgryźliwym chłopcu (mówiącym nosowym, rozlazłym głosem Januarego Brunova – rewelacja!) osadzona w latach sześćdziesiątych to coś w rodzaju Cudownych lat – retrospektywna historia dzieciństwa opowiedziana z humorem, ciepłem i nostalgią przez znanego amerykańskiego komika Louiego Andersona.

louie

Ludwiczek dorasta w tradycyjnej, wielodzietnej rodzinie w Wisconsin. Ojciec, Andy Anderson,  to weteran II Wojny Światowej, neurotyk, mitoman i pechowiec  z poczuciem wiecznego niedocenienia. Matka, Ora Anderson, to gospodyni domowa, uosobienie spokoju, słodyczy i zdrowego rozsądku. Te skromne historyjki z codziennego życia ośmiolatka to nic innego jak celebracja codzienności: opowieść o Dniu Matki, o chęci posiadania psa, czy grze w szkolnym przedstawieniu. A jednocześnie to jedne z najcieplejszych ( a przy tym uczciwych w braku przesadnej idealizacji) opowieści o dzieciństwie i o dojrzewaniu. O kompleksach (Andy jest gruby i wstydzi się grać bez koszulki na treningach koszykówki), o pierwszych rozterkach damsko-męskich (pocałunek w szkolnej sztuce), o smutku rozstania z wychowanym przez siebie psem, o śmierci najbliższych osób wreszcie. A ponieważ całość jest tworzona przez zawodowego komika, obserwacje dotyczące życia szkolnego i rodzinnego są celne, trafne i zabawne. I pełne dystansu i autoironii – kreskówkowy Ludwiczek, postać, mówiąc oględnie, wizualnie niepiękna, rzeczywiście  przypomina dzisiejszy wizerunek dorosłego Louiego Andersona.

Warto dodać, że serial dwukrotnie (w roku 1997 i 1998 roku) otrzymał nagrodę Emmy oraz wyróżnienie Humanitas Prize (1998).

Obecnie serial można ogladać na kanale Jetix Play i/albo kupić na DVD (widziałam w Empiku).

Odwiedziliśmy dziś, w ramach serii wycieczek regionalnych, miasto Elbląg. W Muzeum Archeologiczno-Historycznym (bardzo ciekawa wystawa dotycząca Gotów oraz wczesnośredniowiecznej osady Truso, łącznie ze zrekonstruowaną chatą wikińską, polecam) zobaczyliśmy takie plakaty:

plakat     plakat2

Elbląskie kino Światowid od kilku lat organizuje festiwal Dziecięce Oskary (link w odnośnikach bloga) i jak widać, na nim nie poprzestaje. Kto chętny i kto ma czas i możliwość, zachęcam do obejrzenia. Bilety w cenie więcej niż korzystnej, do tego konkurs plastyczny. Więcej znajdziecie tutaj.

Miało być w lutym tego roku, potem w lipcu, obecnie aktualna i ostatnia, miejmy nadzieję, wersja podaje, że premiera filmu kinowego „Magiczne Drzewo” (scenariusz i reżyseria Andrzej Maleszka) przewidywana jest na 18 września 2009. Taka data jest i na Stopklatce, i na Filmwebie, zwiastun trafił już do kin, więc chyba będzie dobrze. Nie wiem, czy Disney kupił w końcu prawa do filmu czy też nie, ale dla widzów ta informacja nie ma chyba większego znaczenia. Na stronie TVP mozna zobaczyć zapowiedź filmu – jak zwykle świetne dziecięce aktorstwo, pogodna i swojska muzyka Krzesimira Dębskiego no i kolejny magiczny gadżet, tutaj tym razem, po kostce, sankach, kredce, chodakach czy szafce kuchennej, mamy czerwone krzesło, spiritus movens całej  filmowej przygody. Oby była udana. Czekam z niecierpliwością.

 magdrzewo

Magiczne drzewo – kadr z filmu

kot w butachPrawdziwa historia kota w butach (La veritable histoire de Chat Botte), reż. Jerome Deschamps, 2009

To wcale nie jest aż tak złe, jak o tym piszą. To prawda, są mielizny scenariuszowe, całość jest dziwaczna i chwilami nużąca. Niemniej mam obawy, że najbardziej temu filmowi zaszkodziło przedobrzone polskie tłumaczenie i dialogi pełne topornych, wtłaczanych na siłę odniesień do polskiej popkultury – „Tańca z gwiazdami”, Dody, braci Mroczków, a nawet – czyżby mnie słuch mylił? – najbardziej kontrowersyjnej polskiej aktorki ostatnich miesięcy, czyli Anny Cugier-Kotki. Kilka tego rodzaju żartów byłoby OK, natomiast zbombardowanie tej krótkiej, siedemdziesięciominutowej animacji goniącymi jeden za drugim nibyzabawnymi pseudodowcipami jest niczym innym jak trywialnym i leniwym pójściem po linii najmniejszego oporu ( i co najgorsze, zupełnie niecelnym,  jako że małoletnia widownia zupełnie  nie chwyta tych „pudelkowych” rewelacji). A szkoda, bo oryginalny materiał wydaje się być nie najgorszy. Animacja jest niewątpliwie udana i nowoczesna, scenografia rewelacyjna (szczególnie konstrukcja wiatraka oraz dizajnerskie wnętrze zamku ogra), kupleciki śpiewane przez Marię Peszek i Borysa Szyca niczego sobie, zaś całość niewątpliwie oryginalna.

Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że ta lekko groteskowa adaptacja baśni Charlesa Perraulta ogromnie podobała się mojemu dziecku. I choć nie podzielam jego żywiołowej fascynacji awangardową postacią Kota ( wizja postaci ewidentnie zerżnięta z fenomenalnej kreacji Johnny’ego Deppa jako Jacka Sparrowa), to chcąc nie chcąc muszę zaliczyć uznanie mojego syna na poczet plusów tej animacji. W końcu i on jest tu recenzentem, no nie?