kot w butachPrawdziwa historia kota w butach (La veritable histoire de Chat Botte), reż. Jerome Deschamps, 2009

To wcale nie jest aż tak złe, jak o tym piszą. To prawda, są mielizny scenariuszowe, całość jest dziwaczna i chwilami nużąca. Niemniej mam obawy, że najbardziej temu filmowi zaszkodziło przedobrzone polskie tłumaczenie i dialogi pełne topornych, wtłaczanych na siłę odniesień do polskiej popkultury – „Tańca z gwiazdami”, Dody, braci Mroczków, a nawet – czyżby mnie słuch mylił? – najbardziej kontrowersyjnej polskiej aktorki ostatnich miesięcy, czyli Anny Cugier-Kotki. Kilka tego rodzaju żartów byłoby OK, natomiast zbombardowanie tej krótkiej, siedemdziesięciominutowej animacji goniącymi jeden za drugim nibyzabawnymi pseudodowcipami jest niczym innym jak trywialnym i leniwym pójściem po linii najmniejszego oporu ( i co najgorsze, zupełnie niecelnym,  jako że małoletnia widownia zupełnie  nie chwyta tych „pudelkowych” rewelacji). A szkoda, bo oryginalny materiał wydaje się być nie najgorszy. Animacja jest niewątpliwie udana i nowoczesna, scenografia rewelacyjna (szczególnie konstrukcja wiatraka oraz dizajnerskie wnętrze zamku ogra), kupleciki śpiewane przez Marię Peszek i Borysa Szyca niczego sobie, zaś całość niewątpliwie oryginalna.

Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że ta lekko groteskowa adaptacja baśni Charlesa Perraulta ogromnie podobała się mojemu dziecku. I choć nie podzielam jego żywiołowej fascynacji awangardową postacią Kota ( wizja postaci ewidentnie zerżnięta z fenomenalnej kreacji Johnny’ego Deppa jako Jacka Sparrowa), to chcąc nie chcąc muszę zaliczyć uznanie mojego syna na poczet plusów tej animacji. W końcu i on jest tu recenzentem, no nie?

Reklamy