You are currently browsing the category archive for the ‘Dla przedszkolaków’ category.

lucy1

Kto z nas, będąc dzieckiem, nie odwlekał momentu pójścia spać? Nie szukał pretekstu, by jeszcze posiedzieć z rodzicami, pobawić się, by wreszcie – gdy już zmusili do nałożenia piżamy i wślizgnięcia się pod kołdrę – pomarzyć o dalekich podróżach, tajemniczych przygodach, zaskakujących niepodziankach zamiast nudnego snu?  Lucy, dziewczynka mieszkająca w sąsiedztwie ogrodu zoologicznego, jest zatem niewątpliwą szczęściarą. Co wieczór, już w piżamie, zanim jeszcze sen ją zmorzy, zsuwa się z okna swojej sypialni po dłuuugiej szyi żyrafy Georginy wprost do pogrążonego w miłym zmroku ogrodu swoich zwierzęcych przyjaciół. Wybiera się tam właściwie na krótką pogawędkę, przechodzacą zazwyczaj płynnie w spokojną opowieść, snutą za każdym razem przez inne zwierzątko. Nie są to zapierające dech w piersiach przygody, ot, na przykład historyjka o wspólnym zrywaniu jednego dojrzałego, wielkiego owocu z drzewa, co okazuje się dużo bardziej skomplikowane, niż można by się spodziewać.

Opowieść koi, uspokaja, usypia – Lucy, która słucha jej wygodnie umoszczona na kolanach niedźwiedzia czy grzbiecie słonia, pod koniec już praktycznie odpływa. Georgina odkłada ją, pogrążoną w słodkim śnie, do łóżka. 

Bardzo dobra propozycja na dobranoc. Jest pełna spokoju, ciepła, wyciszenia.

Osobiście bardzo lubię czołówkę tej animacji i melodyjną piosenkę przewodnią:

 

Reklamy

 

moomin

 

 

 

 

 

„Lato Muminków „(„Muumi ja vaarallinen juhannus” ), reż. Maria Lindberg, 2008

No cóż, na przekór moim wcześniejszym zachwytom i wygórowanym (może) oczekiwaniom, przedsięwzięcie pod nazwą „Lato Muminków” uważam niestety (chlip, chlip) za chybione. Przyznam uczciwie, że ten niedługi, jak na film pełnometrażowy, seans dłużył mi się niemiłosiernie i tylko, ziewając,  wypatrywałam końca projekcji.

Niespieszna narracja, która nieźle sprawdzała się w przypadku serialu animowanego z lat 70-tych (na podstawie krórego film został zrealizowany), tutaj zupełnie zawiodła. I mówię to ja, która będący produktem wyobraźni Tove Jansson świat uwielbia, zaś wzmiankowany wyżej serial oglądała z łezką w oku…

Całość jest po prostu nużąca i, co więcej, pozbawiona specyficznego poczucia humoru fińskiej pisarki (które w dużej mierze stanowi o wyjątkowości i powodzeniu cyklu) – by podać choć jeden przykład, tak z pamięci: Mimbla, starsza siostra małej Mi, nagabywana w książce przez rodzinę Muminków, czy naprawdę wierzy, że jej krzyki i nawoływania mjące przywołać niesforną siostrzyczkę przynoszą jakiekolwiek działania, odpowiada: „Nie. Ale przynajmniej mam czyste sumienie.” No i właśnie tej leciutkiej ironii, tego przymrużenia oka zupełnie w filmie nie ma.

Z plusów: świetna, klimatyczna narracja Krzysztofa Kowalewskiego. Sama animacja, odważna w tym sensie, że tak świadomie archaiczna, wzbudziła wśród odbiorców największe kontrowersje (vide dyskusja na Filmwebie) dla mnie jest OK. Nie wiem, czy to tęsknota za czasami mojego dzieciństwa, ale nawet ostentacyjna deziluzyjność pewnych rozwiązań animacyjnych ogromnie mi się podobała – kawa lejąca się dzbanka, czy wybuch wulkanu zrobione są tak umownymi środkami, że jest to aż rozczulające.

Przez swą naiwność, prostotę i czas trwania, film zdecydowanie przeznaczony dla najmłodszych dzieci.